W homilii metropolita białostocki zauważył, że współczesny człowiek jest nadmiernie wrażliwy na dobra materialne – pragnie ich, boi się ich utraty i jest gotów wiele poświęcić, by je zdobyć. Reklama, wszechobecna w przestrzeni publicznej i internecie, potęguje to pragnienie, manipulując ludzkimi potrzebami i wzmacniając konsumpcjonizm.

Mówił, że „Nadwrażliwość na rzeczy często pociąga za sobą obniżenie stopnia wrażliwości wobec bliźnich. Jest to widoczne w rodzinie, kiedy zapracowani małżonkowie nie mają czasu dla siebie, a rodzice dla dzieci. Zamiast wrażliwości wobec bliźnich pojawia się rozdrażnienie. Widać to także w układach pracodawca–pracownik, przełożony i podwładni. Liczą się tylko zysk i dominacja – ludzie są nieważni”.

Dodał, że dziś człowiek bywa również nadwrażliwy na swoim punkcie – przeżywa gniew i rozpacz z powodu utraty pozycji lub urażonej dumy. Wiele osób angażuje się w spory i wzajemne poniżanie, by podnieść swój status. Nie brakuje też tych, którzy dla lepszego wyglądu decydują się na ryzykowne zabiegi.

„Nadwrażliwość wobec spraw doczesnych i własnej osoby, często owocuje stępieniem wrażliwości na drugiego człowieka, na sprawy duchowe i w konsekwencji na Boga. Człowiek jakby nie dostrzega tego, że wszystko pod słońcem – wcześniej lub później – traci na swym znaczeniu, a w chwili śmierci przestanie mieć jakiekolwiek znaczenie. Bogactwo i uroda, pieniądze i sława, tytuły naukowe i piastowane stanowiska… – wszystko przemija. Dlatego Kościół z taką mocą woła: «Memento!». Pamiętaj człowiecze, że z prochu powstałeś i w proch się obrócisz. I zarazem z wielką natarczywością przypomina: Owszem, trzeba troszczyć się o życie godne i w miarę wygodne, ale to nie wystarczy! Trzeba nade wszystko zabiegać o wartości, które nie przemijają” – mówił hierarcha.

Wskazywał, że zamiast skupiać się na przemijających dobrach i własnym wizerunku, warto zatroszczyć się o rozwój duchowy i wartości, które nie giną wraz ze śmiercią, a Bóg jest jedyną trwałą gwarancją życia wiecznego. Kościół przypomina o tym szczególnie poprzez symboliczny gest posypania głów popiołem – znak wezwania do nawrócenia i refleksji nad tym, co naprawdę ważne.

„Wielki Post służy temu, aby nastąpił wzrost wrażliwości na Boga i drugiego człowieka, na sprawy duchowe. Jak ten wzrost osiągnąć? Otóż odpowiedź na to pytanie daje Chrystus w dzisiejszej Ewangelii. Każe nam: podejmować czyny miłosierdzia wobec bliźnich, więcej czasu spędzać na modlitwie i słuchaniu słowa Bożego oraz z pobudek religijnych praktykować post i umartwienie” – podkreślał.

Odwołując się do słów Ewangelii ze Środy Popielcowej wskazał, że prawdziwa wartość dokonywanych czynów tkwi w ich ukryciu przed ludzkim spojrzeniem. Tylko wtedy modlitwa, czyny miłosierdzia i umartwienie mają wartość w oczach Boga: „Wszystko, cokolwiek posiadamy, jest niejako «pożyczone» od Boga i w chwili śmierci nic ze sobą nie zabierzemy na drugi świat. Kiedy staniemy przed Bogiem, aby zdać sprawę ze swojego życia, liczyć się będą jedynie czyny miłości, które otworzą nam drzwi do domu Ojca. Na progu wieczności będziemy pytani jedynie o miłość, czyli stopień naszej wrażliwości na Boga i drugiego człowieka”.

Arcybiskup zachęcał, by czas Wielkiego Postu, a zwłaszcza słuchanie słowa Bożego i sakramentalna spowiedź przyczyniły się do tego, „abyśmy przejrzeli i zrozumieli, co w życiu jest najważniejsze. Obyśmy w sposób bardziej odpowiedzialny pisali historię swego życia. Historię jedyną, niepowtarzalną”.

Po homilii abp Guzdek, bp Henryk Ciereszko oraz kapłani koncelebrujący Mszę św. w białostockiej archikatedrze, wspólnota Archidiecezjalnego Wyższego Seminarium Duchownego, która dziś tradycyjne rozpoczyna wielkopostne rekolekcje oraz zgromadzeni wierni przyjęli na głowy poświęcony popiół, jako znak pokuty i wkroczenia na drogę nawrócenia.

Środa Popielcowa rozpoczyna okres czterdziestodniowego przygotowania do największej chrześcijańskiej uroczystości – Świąt Paschalnych. Wielki Post potrwa do początku liturgii Mszy Wieczerzy Pańskiej sprawowanej w Wielki Czwartek, który w tym roku przypada 17 kwietnia.